Maximum Ride #02 Zegnaj, Szkolo - Na Zawsze by PATTERSON JAMES

Maximum Ride #02 Zegnaj, Szkolo - Na Zawsze by PATTERSON JAMES

Author:PATTERSON JAMES [PATTERSON JAMES]
Language: pol
Format: epub
Tags: General Interest
Published: 2011-02-15T13:47:21.390000+00:00


Część IV

NIE MA JAK W DOMU

74

–Proszę.–Jeszcze nie pora, Ari.

Jed nie spojrzał na Ariego. Przeglądał wydruki raportów.

–Nigdy nie jest pora! – wybuchł Ari, krążąc wściekle po pokoju. – Ciągle mi powtarzasz, że już prawie pora, ale nigdy mi nie pozwalasz ich zlikwidować. Na co czekasz?

Skrzydła bolały go i paliły w miejscach, gdzie stykały się z ciałem. Sięgnął do kieszeni po pigułki. Przełknął cztery na sucho i znowu spojrzał na ojca.

–Cierpliwości – powiedział Jed. – Wiesz, że musimy trzymać się planu. – Zmierzył Ariego badawczym spojrzeniem. – Za bardzo kierujesz się emocjami. To niedobrze. Rozmawialiśmy już o tym.

–Ja kieruję się emocjami?! – wrzasnął Ari. – A co z tobą? Wiesz, dlaczego nie chcesz jej zlikwidować? Bo owinęła sobie ciebie wokół palca! Kochasz Max! Kochasz Max najbardziej na świecie! Dlatego nie pozwalasz jej zabić.

Jed nie odpowiedział. Przyglądał się Ariemu w milczeniu. Ari widział, że Jed jest wściekły i usiłuje to ukryć. Chociaż raz chciałby zobaczyć, jak Jed okazuje taką samą miłość i podziw jemu. Kiedy Jed patrzył na Max, nawet na jej zdjęcia, twarz mu łagodniała, a oczy stawały się zamglone. A na Ariego patrzył jak na wszystkich innych.

Nie bez powodu Jed nie cierpiał tej nowej Max. Nie mógł znieść jej obecności – wszyscy to widzieli. Dlatego Ari bardzo się starał pokazywać z nią przy każdej okazji. Byle tylko dokuczyć Jedowi, byle go zauważył.

–Nie wiesz, o czym mówisz – odezwał się w końcu Jed. – Nie ogarniasz sytuacji. Masz rolę do odegrania, ale musisz mi być posłuszny. Jeśli tego nie potrafisz, znajdę kogoś na twoje miejsce.

Wściekłość zagotowała się w Arim. Zacisnął pięści, żeby nie rzucić się Jedowi do gardła. Miał ochotę wydusić z niego życie – prawie do końca. Dopóki Jed nie uświadomi sobie, że kocha Ariego i powinien go bardziej szanować.

Ale na razie musiał stąd wyjść. Odwrócił się na pięcie i wypadł przez drzwi, zatrzaskując je za sobą. Na dworze z rozpędu zeskoczył z dachu przyczepy – nadal nie za dobrze szło mu startowanie z ziemi. Niezdarnie, boleśnie, wzbił się w powietrze i pofrunął do swojej ulubionej kryjówki – na szczyt wielkiego drzewa.

Wylądował ciężko na gałęzi i przytrzymał się pnia. Do oczu napłynęły mu łzy wściekłości. Zamknął powieki, oparł się o gładką plamistą korę. Za dużo bólu. Skrzydła, miłość Jeda do Max, to, że Max go nie dostrzega…

Przypomniał sobie, jak się uśmiechała do tego bladego cherlaka w lodziarni. Kto to w ogóle jest? Nikt. Ludzki słabeusz. Ari mógłby go rozedrzeć w sekundę.

Z gardła wydobyło mu się ciche warknięcie, gdy pomyślał, że Max pocałowała tego wymoczka. Max go pocałowała! Jakby była normalną dziewczyną! Gdyby ten frajer wiedział… nie zbliżyłby się do Max i za milion lat.

A może? Może pokochałby Max nawet, gdyby okazała się mutantem. Pod tym względem Max była wyjątkowa. Ludzie ją lubili. Chłopcy ją kochali. Była silna… silna, piękna i żarliwa.

Wyrwał mu się zdławiony szloch. Po policzkach pociekły strumienie łez. Zasłonił twarz ręką, wytarł łzy rękawem.

Jeszcze raz chlipnął i nagle nie wytrzymał. Poczuł, że przekształca się w Likwidatora, że otwierają mu się potężne szczęki. Czując łzy na sierści, zdławił szloch i wbił sobie zęby w ramię.



Download



Copyright Disclaimer:
This site does not store any files on its server. We only index and link to content provided by other sites. Please contact the content providers to delete copyright contents if any and email us, we'll remove relevant links or contents immediately.