Net Force I by CLANCY TOM

Net Force I by CLANCY TOM

Author:CLANCY TOM [CLANCY TOM]
Language: pol
Format: epub
Tags: General Interest
Published: 2010-11-08T10:01:59.078000+00:00


Znaleźć tę

Selk i pozbyć się jej. Własnymi siłami zająć się tym facetem, którego próbowała zabić.Załatwić wszystko do końca.

Jezu, akurat czegoś takiego najmniej w tej chwili potrzebował. Wyglądało na to,

że

droga do legalności będzie zbroczona krwią.

Jezu.

Piątek, 1 października, godzina 12.12

Nowy Orlean

Jay Gridley zszedł z czwórki na trójkę, z przyjemnością wsłuchując się w potężny silnik Dodge’a Vipera, kiedy zwalniał, zbliżając się do zjazdu z autostrady. Witamy w Nowym Orleanie. Laissez les bons temps rouler – w wolnym przekładzie znaczyło to: bawcie się dobrze.

Dotarło do niego – i musiał to sprawdzić – że ktoś robi jakieś draństwo. Jakieś większe transfery pieniędzy, ale nie sposób było ustalić, kto za tym stoi. Mógł to być facet, którego Gridley szukał.

Przerzucił dźwignię zmiany biegów na luz i czekając na zmianę świateł zerknął na kiosk z prasą na rogu. Papierowe gazety i czasopisma leżały mocno sfatygowane, upał i duża wilgotność powietrza najwyraźniej im nie służyły. Na ścianie kiosku rozwieszona była wielka, kolorowa mapa – CyberNation. Pomyślał, że musi się wreszcie przyjrzeć temu bliżej.

Człowiek na jego stanowisku powinien orientować się w takich sprawach. Jego uwagę zwrócił wielki tytuł na pierwszej stronie. Machnął na sprzedawcę, uniósł w ręku dolara i pokazał gazetę, która go interesowała, sprzedawca wyszedł na jezdnię, wziął pieniądze i podał Jayowi gazetę.

Tytuł głosił: PREMIER TAJLANDII ZGINĄŁ W KATASTROFIE.

Sprzedawca nie wydał reszty.

Gridley zdążył rzucić okiem na pierwszy akapit, zanim światło zmieniło się na zielone.

Najwidoczniej premier Sukho wypadł swym samochodem z mostu. Sam prowadził i nikogo innego w samochodzie nie było. Dziwny wypadek. Wdowa nie miała nic do powiedzenia.

Gridley westchnął.

W Crescent City ulice były zatłoczone. Widziało się wielu turystów, którzy przyjechali, żeby popatrzeć na rzekę, spróbować ostro przyprawionych potraw, może wpaść na striptiz do któregoś z lokali przy Bourbon Street w Dzielnicy Francuskiej. Odwiedzając oficjalnie sponsorowane miasto w rzeczywistości wirtualnej, trzeba się było liczyć z tym, że będą tam panować takie same warunki, jak w świecie realnym. Chociaż był już październik, upał i wilgotność dawały się tu solidnie we znaki.

Miejsce, do którego jechał nazywało się Algierem i nie należało do ekskluzywnych dzielnic, choć od lat prowadzono tam prace renowacyjne. Zebrał trochę informacji, dosyć, by się zorientować, że nie należy zabawiać tam dłużej, niż będzie musiał. Viper rozwijał wystarczająco dużą prędkość, żeby w razie czego uciec przed kłopotami, ale przecież nie był to czołg. Jay zdawał się na szybkość i własne umiejętności; dotychczas zawsze udawało mu się umknąć zbirom z rzeczywistości wirtualnej, ale nawet ekspert mógł się kiedyś znaleźć w ślepym zaułku.

Jechał wąskimi uliczkami, uważnie obserwując inne pojazdy, a także pieszych, którzy stali na rogach, popijając piwo z butelek o długich szyjkach albo jakieś inne napoje, ukryte w papierowych torebkach. W tej części miasta większość ludzi, których widział miała ciemną skórę, a przynajmniej śniadą cerę i żaden nie sprawiał sympatycznego wrażenia. Widział, jak pieniądze przechodzą z rąk do rąk w zamian za plastikowe torebeczki i fiolki, widział kobiety na wysokich obcasach i w krótkich spódniczkach, oparte o ławki na przystankach autobusowych albo rozglądające się za klientami przy wejściach barów.

Nawet w rzeczywistości wirtualnej Gridley nie chciał mieć z tymi kobietami nic wspólnego.

Zajrzał do notatek, które porobił, kiedy tłumaczono mu, jak ma jechać.



Download



Copyright Disclaimer:
This site does not store any files on its server. We only index and link to content provided by other sites. Please contact the content providers to delete copyright contents if any and email us, we'll remove relevant links or contents immediately.