Hugh Howey by Silos

Hugh Howey by Silos

Author:Silos
Language: eng
Format: mobi
Published: 0101-01-01T00:00:00+00:00


39

Zdradne są kroki za spiesznie podjęte.

Juliette przedarła się przez wewnętrzne drzwi śluzy i z trudem zatrzasnęła je za sobą. Gdy ciężkie drzwi spoczęły wreszcie na suchych uszczelkach, skrzypiąc głośno zawiasami, dziewczyna zatonęła w ciemnościach. Sięgnęła po wielkie koło i szarpnęła za szprychy, zamykając śluzę na dobre.

Powietrze wewnątrz kombinezonu robiło się stęchłe; zaczynała już omdlewać. Odwróciła się, opierając się ręką o ścianę, a potem zrobiła kilka kroków w mroku. Podmuch powietrza z zewnątrz zdawał się wpijać w jej plecy niczym rój wściekłych insektów. Zatoczyła się na ślepo przez korytarz, chcąc oddalić się od trupów, które zostawiła za sobą.

Nie paliły się żadne światła, nie było tu nawet blasku bijącego od ekranu, na którym wyświetlałby się widok świata zewnętrznego. Modliła się, by układ pomieszczeń był taki sam jak w jej silosie, wtedy odnajdzie drogę. Modliła się też, by powietrza w kombinezonie starczyło jeszcze na trochę, i miała nadzieję, że powietrze w silosie nie było tak zanieczyszczone i toksyczne jak to na zewnątrz. I pragnęła żeby – modliła się o to równie mocno – powietrze w silosie nie było tak samo pozbawione tlenu jak to w jej kombinezonie.

Natrafiła dłonią na kraty celi. Znajdowały się dokładnie w tym miejscu, w którym być powinny, więc wciąż miała nadzieję, że nie zbłądzi w ciemnościach. Nie była pewna, co chciała odnaleźć w tym mroku – wcześniej nie liczyła przecież na wybawienie – po prostu chciała się oddalić od koszmaru panującego na zewnątrz. Ledwie docierało do niej, że tam była, że naprawdę wyszła na zewnątrz, a teraz była w jakimś nowym miejscu.

Kiedy wędrowała przez biuro, zaciągając się resztkami powietrza w jej hełmie, potknęła się o coś i upadła. Wylądowała na jakiejś miękkiej stercie; macając dłonią wyczuła czyjeś ramię. Ciało. Kilka ciał. Juliette zczołgała się z nich, gąbczaste w dotyku mięso zdawało jej się bardziej ludzkie i trwałe niż te puste łupiny i kości rozrzucone na zewnątrz, ciężej też było przez nie przejść. Wyczuła czyjś podbródek. Ciężar jej ciała sprawił, że czyjaś szyja się obróciła, i Juliette niemal straciła równowagę. Wzdrygnęła się, wiedząc co właśnie robi, odruchowo chciała przeprosić, odsunąć się, ale zmusiła się do brnięcia przed siebie po stercie zwłok, przez gęsty mrok, aż w końcu walnęła hełmem w drzwi biura.

Uderzenie było niespodziewane i na tyle mocne, że Juliette ujrzała gwiazdy. Przestraszyła się, że za moment straci przytomność. Wyciągnęła przed siebie dłoń, szukając klamki. Nawet w najgłębszych trzewiach Maszynowni nie było aż tak ciemno.

Odnalazła zatrzask i pchnęła drzwi. Były otwarte, ale nawet nie drgnęły. Juliette wstała, wbijając buty w leżące bez życia ciała, i uderzyła ramieniem w drzwi. Chciała się stąd wydostać.

Drzwi się otworzyły. Ale tylko odrobinę. Poczuła, że coś po drugiej stronie prześlizgnęło się i wyobraziła sobie kolejną stertę ciał. Znów rzuciła się na nie, i jeszcze raz, i jeszcze, parskając z wysiłku i krzycząc z frustracji. Przepocone włosy kleiły jej się do twarzy. Nic nie widziała. Nie mogła oddychać. Dusząc się własnymi trującymi wyziewami zaczynała już tracić przytomność.

Kiedy drzwi otworzyły się jeszcze trochę, starała się przecisnąć przez szparę, najpierw jedno ramię, potem hełm, następnie drugie ramię i noga.



Download



Copyright Disclaimer:
This site does not store any files on its server. We only index and link to content provided by other sites. Please contact the content providers to delete copyright contents if any and email us, we'll remove relevant links or contents immediately.